Miałem nieciekawą przygodę w czasie podróźy na święta. Ale od początku. Auto użytkuję od ponad roku i przejechałem nim w tym czasie 35k km. Poza wymianami płynów ustrojowych i filtrów nic przy nim nie robiłem. Ostatnio nowe świeczki bo słabo palił. Po wymianie wróciło do normy. Na liczniku 260k km. Choć pewnie zafałszowany. Jednak stan samochodu jest dobry i nie stresowałem się przebiegiem. Wybrałem się na święta do rodziny na wschodnie rubieże. Cała podròż to 600 km, gdzieś tak na 570 km podczas zmiany biegu...trach! Coś zagrzechotało z przodu. Silnik stracił moc, zgasiłem auto i zjazd na pobocze. Potem holowanie do mechanika i diagnoza, która jest ostateczna. Po zdjęciu czapy okazało się, że urwaŁ się zawór na drugim cylindrze i zrobił tam okropną bubę
Pozdrawiam

