Otóż w ubiegłą niedziele pojechałem z rodziną do Augustowa, wszystko było ok, do póki nie przekroczyłem 150km/h, wtedy zauważyłem że wskaźnik temperatury podszedł pod pierwszą prawą kreskę więc zwolniłem i opuścił się do pionu, ku mojemu zdziwieniu przestała działać klimatyzacja. Robiłem test zegarami i pokazuje mi 120 stopni. Wąż górny gorący (można się poparzyć) i twardy! Jak popuszczę korek od zbiorniczka to słychać jak wydostaje się powietrze. Teraz po przejechaniu 5 km startując z zimnego silnika robi się znowu wysoka temperatura 120 stopni. Wentylator klimatyzacji się nie włącza, wisko zdaje mi się ze za słabo się kreci bo jak wkładałem rękę miedzy silnik a wiatrak to podmuch był taki jak z balonika z którego schodzi powietrze... =/ W czym może być problem? Termostat? Pompa wody? Wisko? Uszczelka pod głowicą? Czy też sama głowica? Teraz wróciłem z pracy i po podniesieniu maski zauważyłem jakby coś parowało z okolic 4,5 i 6 cylindra. Dodam jeszcze że silnik traci moc. Jestem załamany, bo szkoda mi auta, a w dodatku żona będzie chciała mnie zabić...
Przed chwilą sprawdziłem ogrzewanie - działa prawie się usmażyłem, klima działał do póki temperatura nie przekroczyła 100 stopni, powrót cieczy chłodzącej - po odpaleniu (przypuszczam że sączyło się po ściance) po przygazowaniu zaczęło lecieć jak z małego kranika, visco kreci się lekko, ale po przekroczeniu 90 stopni mogłem je zatrzymać, zero oznak życia chłodnicy klimatyzacji... =/ Co dalej?

