mati pisze:czy nie lepiej jakąś 2,5l benzynę+ sekwencyjny gaz
Miałem Scorpio Cossa 2,9V6 + sekwencyjny gaz, znajomy ma Omege 3.0V6 bez gazu i wniosek jest taki, że benzyna V6 jest bardzo przereklamowana. Mimo 200KM, ani to jedzie, ani gada. Mój zachipowany TDS wciąga zarówno takiego wieloryba, jak i omege, jedną dziurką od nosa, mimo zbliżonych (na papierze) parametrów. A sposób oddawania mocy, charakterystyka pracy i cała masa drobnych, ale bardzo wpieniających "smaczków" związanych z LPG, zdecydowanie przemawia za turbodieslem.
I żeby nie było - nie jestem fanatycznym przeciwnikiem LPG. Raczej pragmatycznym

.Miałem 3 zagazowane auta, w tym 2 gazowałem sam, przyzwoitymi instalacjami, w dobrym i wcale nie najtańszym warsztacie. Niby da się to uregulować, niby chodzi, ale cały bajer właśnie w tych drobnych, ledwo zauważalnych smaczkach, dla których nie chce już gazowozu. Smaczki to, na przykład: niby butla w kole, ale koło w bagazniku i i tak zabiera miejsce; musisz czekac na stacji, dzwonić, aż pan/pani łaskawie się pofatyguje; niby chodzi na gaz, a benzynę też ciągnie i to niemało; przegląd zrobisz tylko na stacji robiącej LPG (wiem, ze większośc robi, ale jednak nie wszystkie); żeby mieć przyzwoity zasięg na jednym tankowaniu (jednej butli), to ta butla musi mieć 120l, a wtedy zabiera cały bagażnik; samochód jest dużo bardzie podatny na jakiekolwiek niedomagania układu zapłonowego -> przebieranie, pykanie w wydech po chłodnej, mokrej nocy na starszych kablach/świecach (a "starsze" w gazowozie to już 20kkm); zdarza się, że niektóre parkingi podziemne nie wpuszczają gazowozów - zwykle sie tym nie przejmowałem, ale raz przyszedł parkingowy i musiałem się z nim użerać; niby dobrze założona sekwencja nie osłabia samochodu tak jak II generacja, ale trochę zawsze osłabia i sama swiadomość tego wkurza; jedziesz za granicę (np. do Niemiec) i musisz kombinować - jakieś mapki ze stacjami albo POIe do GPSu, redukcje do wlewu, mały zasięg... Do tego wszystkiego dodaj jakieś silniczki krokowe, elektrozawory biegu jałowego; szybciej korodujący układ wydechowy, węże, wężyki, kable, taśma izolacyjna itepe, itede. Jak widzisz - nic poważnego, nic dużego, ale to wszystko nagromadzone i połączone razem powoduje, że póki nie bedzie mnie stać na jeżdżenie dużą, mocną benzyną bez gazu i nie będę się oglądał, czy pali 20 czy 27l, to będe jeździł turbodieslem, bo jedzie lepiej, przyjemniej niż benzyna o zbliżonej mocy/pojemności, przy czym jest mniej kłopotliwy i nieco tańszy w użytkowaniu (ale przede wszystkim mniej kłopotliwy).
Benzyna V to tylko V8 (najlepiej 5,0) i koniecznie na gaźniku. Wtedy i zapierdala i bulgot ma przyjemny

. Ale to, niestety, nie w aucie-przemieszczaku do jeżdzenia na codzień, a ew. w aucie do kochania i nieustannego dłubania - takim np. Ranchero, El Camino, Torino, Camaro.
Z LPG da się jeżdzić - oczywiście. Będzie zauważalnie taniej, może też być bezawaryjnie i można pewnych rzeczy nie zauważać albo się nimi nie przejmować. Ale zawsze jest to jakiś kompromis, a dla mnie koszty tego kompromisu są, po kilku latach użytkowania gazowozów, po prostu za duże.