Wtrącając się - to jest naprawdę proste i jasne, a mam wrażenie że ludzie nie bardzo się zastanawiają nad tym co piszą/mówią. Zastanawiałeś się kiedyś o czym rozmawiamy i jak to wygląda tak w praktyce? Skoro przymierzasz się do remontu, to żeby pierwszy lepszy mechanik nie wcisnął Ci bzdur (lub co gorsza, żebyś Ty się nie wymądrzał jak chcesz mieć zrobione), zapamiętaj proszę:
- gładzie cylindrów są honowane (jak to się mówi, posiadają "jodełkę" po honowaniu, w ten sposób uzyskuje się precyzyjne otwory
http://pl.wikipedia.org/wiki/Honowanie). Widać to gołym okiem od środka na cylindrach. Nie mogą być one "gładkie" - jeśli takie są i jodełki brak, to znaczy że są zużyte (wytarte) i należy je poddać obróbce.
- nie istnieje nic takiego jak "zrobienie cylindrów na nominał"!

Fabryka je już raz na nominalne wymiary zrobiła (stąd określenie "nominalne"). Jeśli poddajesz jakąś powierzchnię obróbce, to ścierasz ją, czyli automatycznie w przypadku powierzchni wewnętrznej otworu powiększasz ten otwór - nie da się zeszlifować czegoś i żeby jednocześnie nie zeszlifować (zjeść ciastko i mieć ciastko?). Jedyną możliwością zrobienia nominalnych cylindrów jest wycięcie ich i wprasowanie nowych tulei cylindrów - tego typu naprawy są wielką rzadkością i spotykamy je raczej przy zabytkowych/unikatowych silnikach, w niewielu warsztatach. Powód prosty - koszty, stopień skomplikowania, dostępność części.
- cylindry i tłoki w nich pracujące to elementy bardzo precyzyjne. Aby umożliwić pracę i wyeliminować luzy stosujemy pierścienie na tłokach - zarówno pierścienie jak i powierzchnie cylindrów pracują i się wyrabiają. Tolerancja w tych elementach nie jest duża, nie powinno się wymieniać samych pierścieni na nowe bez obróbki gładzi. Powód również jest prosty - skoro pierścienie są zużyte, to oznacza że gładź również, zatem zmieniasz pierścienie na zużytej gładzi (przyśpieszasz zgon silnika). Jeśli natomiast pierścienie są ok, to i gładź w 90% będzie ok - w takim wypadku zwyczajnie nie ma sensu ich wymieniać. Uszkodzenie samego pierścienia przy dobrej gładzi jest niesamowitą rzadkością (wady konstrukcyjne, ciała obce, zły olej etc.).
- im większe luzy na cylindrach tym wyższe zużycie oleju (więcej przedostaje się do komór spalania). Po jakimś czasie głowica do remontu, a jak nie pilnujemy stanu oleju to i silnik zatarty. Ale bardziej szkodliwe jest "wężykowanie" cylindrów, o którym pisał Wojtek - tłok mówiąc kolokwialnie z powodu zbyt dużego luzu "obija się o ścianki". W ten sposób załatwiamy "komplet", bo nieprawidłowa praca uszkadza gładzie, pierścienie, tłoki, korbowody, wał i osłabia konstrukcję (wibracje). Taki silnik po "remoncie" podziała chwilę, ale nie wróżmy mu tego życia zbyt wiele (przynajmniej nie prawidłowej pracy).
Zanim następnym razem zaczniemy myśleć jak by tu oszczędzić na remoncie, zastanówmy się czy w ogóle warto nam brać się za REMONT. Czy może lepiej pozostać przy niezbędnych NAPRAWACH, aby nie narobić sobie więcej bigosu niż mamy teraz i nie narazić na koszty oraz kłopoty. Takim niepewnym silnikiem raczej nie wskazane jest wyjeżdżać na jakieś podróże.
taperson pisze:no ta...
...wiadomo problem tylko w tm ze ja musze to tak logistycznie rozegrać aby tylko 2-3dni wiec najpierw musze miec wszytko "pod reka" czyli czesci lub słupek zeby cokolwiek dlubnąć.
Pomyśl - planujesz wydać kilka tysięcy ciężko zarobionych złotych, a cel czyli remont silnika jest procesem precyzyjnym, czasochłonnym i trudnym do zagwarantowania. Naprawdę warto w takim wypadku się śpieszyć i kombinować? Może to wyjść bardziej na szkodę niż na dobro. Jeśli faktycznie komunikacja miejska/pozamiejska lub pożyczenie samochodu na kilka dni (od rodziny lub z wypożyczalni, nie są to duże koszty) nie wchodzi w rachubę, to pozostaje od razu zdecydować się na słupek. Tylko daj sobie czas i dobrze poszukaj odpowiedniej sztuki - wtedy spokojnie przygotuj taki silnik do wymiany i faktycznie kwestia 1-2 dni.
Pzdr.