Wiesz, specjalnie nie napisałem nic o objawach i ewentualnych uszkodzeniach - po prostu teraz to wróżenie ze szklanej kuli. Generalnie problem z tego typu specyfikami jest taki, że osadzają na wewnętrznych częściach silnika jakąś tam warstwę - jedni się chwalą, że teflon, inni że broń cię losie teflon, tylko molibden, jeszcze inni zupełnie fantastyczne tlenki / związki. A prawda jest taka, że co to by nie było, uniemożliwia transportowanie ciepła z części do oleju - zaraz pewnie wpadnie Siudek i zagrzmi gniewnie, ale taka jest prawda, że substancje te w największym skrócie powodują wzrost temperatury pracy silnika. I o ile układ chłodzenia jest sprawny, to sobie z tym radzi, a użyszkodnik nawet tego nie zauważa. W przypadku jednak TDS, gdzie silnik wrażliwy jest na temperaturę, wzrost pracy jednostki może powodować różne kłopoty - od mikropęknięć w bloku, po wygięcie / popękanie głowicy czy uszkodzenia uszczelki pod głowicą.
Nie mówię, że to się stało u Ciebie (bo jak już napisałem to wróżenie z fusów) - objaw jednakże pasuje do przedostawania się płynu chłodniczego do komór spalania - kopcenie na biało to nie olej, a właśnie płyn - olej kopci na niebiesko, na biało jak kopci, znaczy, że pali się go w komorze więcej niż ropy, a to się nie zdarza przy awariach uszczelniaczy zaworowych, a przy awariach uszczelniaczy turbosprężarki (poczytaj o chorobie wściekłych diesli). I teraz - jeżeli tak jest jak mówię, to onotujesz wkrótce spadek poziomu płynu chłodniczego. Ubytki mogą okazać się niewielkie, ale przy sprawnym silniku teoretycznie nie powinno być ich w ogóle.
Ale podkreślam, to jest gdybanie - i niekoniecznie musiało się to stać po zalaniu tego szajsu do oleju. Mówisz syn jeździ autem? A syn ile ma lat i w jaki sposób użytkuje wóz? Bo to też może być tędy dróżka

. A mechanika łatwo zmusić o poniesienia kosztów - są metody prawne, są mniej prawne i są całkiem bezprawne. Kwestia czy masz umowę na zakres prac, czy masz gdzieś spisane zakres prac, czy masz świadków jaki był zakres prac i świadkow tego, jak powiedział Ci o dolewce tego szajsu do silnika. No i świadków, że silnik był, poza stukającą klawiaturą, sprawny przed ingerencją. Szczerze Ci powiem, że marnie to widzę w kategorii "zgodnie z prawem", bo trzebaby rozbierać silnik, powoływać biegłych, robić ekspertyzy... Czas, pieniądze, nerwy, to tak w skrócie.