[E34] wskaźnik temperatury wariuje - błędne wskazania?
: 19 sie 2012, 18:15
Witam,
Mój problem jest dosyć nietypowy, krótko mówiąc wskaźnik temperatury wody mi wariuje, przez co podejrzewam go o przysłowiowe "robienie mnie w konia", ale zacznę od początku...
Gdzieś w połowie kwietnia tego roku miałem pierwsze przypadki że niespodziewanie wskaźnik temperatury zaczął mi rosnąć, nie było to jakoś uwarunkowane (szybka jazda, stanie w korku czy wysoka temperatura na zewnątrz), po prostu ni stąd ni zowąd wskaźnik temperatury leciał w górę, więc za każdym razem stawałem na boku, wyłączałem silnik i maska do góry. Za każdym razem sprawdzałem węże, czy aby nie są za twarde, bo wtedy wiadomo - głowica lub uszczelka (nadmienię że wymianę głowicy miałem nie całe 3 lata temu). O dziwo prócz wskazań na zegarach auto nie wykazywało żadnych innych objawów przegrzewania się silnika, zacząłem więc stawiać na uszkodzony czujnik temperatury. Na szczęście problem sam ustał i o temacie zapomniałem.
Potem w czerwcu zauważyłem że przy szybszej jeździe (licząc od 150km/h w górę) temperatura rosła wraz ze zwiększaniem się obrotów i przyśpieszaniem samochodu, przy 180 już była przed czerwonym polem, a wystarczyło tylko odpuścić gaz na chwilę i w parenaście sekund temperatura wracała do normy. Stwierdziłem jakąś nie wydolność w ukł. chłodzenia i zabrałem się do roboty.
Kolejno
- zdemontowałem chłodnicę wody, wyczyściłem do wewnątrz i od zewnątrz (przelot)
- wymieniłem termostat
- wlałem nowy płyn chłodniczy
- wyczyściłem od zewnątrz (przelot) chłodnicę klimatyzacji, bo była bardzo zapchana
- wymieniłem czujnik temperatury dla zegarów - jedno pinowy (opisany numerem 7)

i miałem nadzieję że problemy znikną.
Wszystko zapowiadało się dobrze, auto przy 180km/h trzymało temperaturę, zrobiłem jazdę testową i było dobrze, ale po 2 dniach znowu coś nie tak. Pojawiły się objawy z kwietnia, czyli nie spodziewane wzrastanie wskazówki temperatury.
Wszystko to samo co przedtem, fizycznie auto się nie przegrzewa, bo po otworzeniu maski, mogę bez problemów odkręcić korek wlewu płynu chłodniczego, a węże mają odpowiednią twardość.
W weekend przejechałem samochodem prawie 200km bez problemów, jechałem różnie: 160km/h, 90km/h, stałem w korkach, albo jechałem 50km/h w korku i nic, temperatura w normie, a tu nagle, przy całkiem normalnej jeździe 70km/h w około 10 sekund wskazówka wylądowała na czerwonym polu. Nie stawałem nigdzie, bo nie było miejsca, w ruchu zgasiłem silnik, po 2 sekundach włączyłem zapłon (temperatura teraz w pionie) odpaliłem silnik i tak przejechałem już bez problemów kolejne 200km/h.
Problem nie występuje systematycznie, to działa raczej jak takie "widzi mi się" samochodu. Miałem przypadek że po odpaleniu auta, silnik zdążył się nagrzać, a chwilę potem wskazówka leciała na czerwone i znowu ten sam sposób - wyłączyć silnik, włączyć i spokój (aż do następnego razu).
Nie wiem co mam robić, w co celować, głupieje już przez to wszystko.
Bardzo proszę o pomoc
Mój problem jest dosyć nietypowy, krótko mówiąc wskaźnik temperatury wody mi wariuje, przez co podejrzewam go o przysłowiowe "robienie mnie w konia", ale zacznę od początku...
Gdzieś w połowie kwietnia tego roku miałem pierwsze przypadki że niespodziewanie wskaźnik temperatury zaczął mi rosnąć, nie było to jakoś uwarunkowane (szybka jazda, stanie w korku czy wysoka temperatura na zewnątrz), po prostu ni stąd ni zowąd wskaźnik temperatury leciał w górę, więc za każdym razem stawałem na boku, wyłączałem silnik i maska do góry. Za każdym razem sprawdzałem węże, czy aby nie są za twarde, bo wtedy wiadomo - głowica lub uszczelka (nadmienię że wymianę głowicy miałem nie całe 3 lata temu). O dziwo prócz wskazań na zegarach auto nie wykazywało żadnych innych objawów przegrzewania się silnika, zacząłem więc stawiać na uszkodzony czujnik temperatury. Na szczęście problem sam ustał i o temacie zapomniałem.
Potem w czerwcu zauważyłem że przy szybszej jeździe (licząc od 150km/h w górę) temperatura rosła wraz ze zwiększaniem się obrotów i przyśpieszaniem samochodu, przy 180 już była przed czerwonym polem, a wystarczyło tylko odpuścić gaz na chwilę i w parenaście sekund temperatura wracała do normy. Stwierdziłem jakąś nie wydolność w ukł. chłodzenia i zabrałem się do roboty.
Kolejno
- zdemontowałem chłodnicę wody, wyczyściłem do wewnątrz i od zewnątrz (przelot)
- wymieniłem termostat
- wlałem nowy płyn chłodniczy
- wyczyściłem od zewnątrz (przelot) chłodnicę klimatyzacji, bo była bardzo zapchana
- wymieniłem czujnik temperatury dla zegarów - jedno pinowy (opisany numerem 7)

i miałem nadzieję że problemy znikną.
Wszystko zapowiadało się dobrze, auto przy 180km/h trzymało temperaturę, zrobiłem jazdę testową i było dobrze, ale po 2 dniach znowu coś nie tak. Pojawiły się objawy z kwietnia, czyli nie spodziewane wzrastanie wskazówki temperatury.
Wszystko to samo co przedtem, fizycznie auto się nie przegrzewa, bo po otworzeniu maski, mogę bez problemów odkręcić korek wlewu płynu chłodniczego, a węże mają odpowiednią twardość.
W weekend przejechałem samochodem prawie 200km bez problemów, jechałem różnie: 160km/h, 90km/h, stałem w korkach, albo jechałem 50km/h w korku i nic, temperatura w normie, a tu nagle, przy całkiem normalnej jeździe 70km/h w około 10 sekund wskazówka wylądowała na czerwonym polu. Nie stawałem nigdzie, bo nie było miejsca, w ruchu zgasiłem silnik, po 2 sekundach włączyłem zapłon (temperatura teraz w pionie) odpaliłem silnik i tak przejechałem już bez problemów kolejne 200km/h.
Problem nie występuje systematycznie, to działa raczej jak takie "widzi mi się" samochodu. Miałem przypadek że po odpaleniu auta, silnik zdążył się nagrzać, a chwilę potem wskazówka leciała na czerwone i znowu ten sam sposób - wyłączyć silnik, włączyć i spokój (aż do następnego razu).
Nie wiem co mam robić, w co celować, głupieje już przez to wszystko.
Bardzo proszę o pomoc
