[E34} TDS zdechł po wymianie filtra kabinowego
: 28 kwie 2012, 20:54
Hej,
sprawa jak w temacie. Zmieniłem dzisiaj filtr kabinowy, zero komplikacji, robiłem to piąty, czy szósty raz, wszystko jak zwykle, poskładałem, raczej niczego nie urwałem, nie rozpiąłem i niby wszystko git. Przejechałem ze 20km i okazało się, że nie działa tempomat. No ale nic - jadę dalej. Zajechałem pod dom, zgasiłem i jak po ok 30 minutach wsiadłem, to ani nie cyknie bendiksem. Po przekręceniu kluczyka kontrolki się zapalają, gasną, wszystko jak zwykle, z tym, ze po przekręceniu do końca cisza. Nie działają też wycieraczki (spryskiwacz OK). Jako że i stacyjka i wycieraczki i tempomat są obok siebie, to poszedłem tym tropem, zdjąłem osłonę kolumny, pogmerałem kablami, ale wszystko wygląda dobrze. Kostki w porządku, nic nie rozpięte, nie upalone. Przyszedł mi do głowy jeszcze immobiliser, ale na drugim kluczyku też cisza, więc raczej nie to. I teraz pytanie za sto punktów: co mogłem rozpiąć, urwać, zepsuć podczas wymiany filtra kabinowego i gmerania tą wielką wiązką wpiętą w sterownik klimy, że przestał palić (plus zdechły tempomat i wycieraczki) i to nie od razu, tylko po ~30km. Po złożeniu filtra i podczas przejeżdżania tych 30km odpalałem 5 albo 6 razy i nie było żadnych problemów, jechał też normalnie. Bezpieczniki pod maską wszystkie całe (pod kanapę nie zaglądałem), profilaktycznie opukałem wszystkie przekaźniki, pogmerałem kablami od rozrusznika i nadal kiszka.
Niby nie jest na 100% pewne, że wymiana kabinówki ma coś z tym wspólnego, ale znam się z tym autem długo i przez ostatnie 8 lat/200kkm nie zrobił takiego numeru ani razu, więc w zbieg okoliczności niespecjalnie wierzę.
Ktoś? coś?
sprawa jak w temacie. Zmieniłem dzisiaj filtr kabinowy, zero komplikacji, robiłem to piąty, czy szósty raz, wszystko jak zwykle, poskładałem, raczej niczego nie urwałem, nie rozpiąłem i niby wszystko git. Przejechałem ze 20km i okazało się, że nie działa tempomat. No ale nic - jadę dalej. Zajechałem pod dom, zgasiłem i jak po ok 30 minutach wsiadłem, to ani nie cyknie bendiksem. Po przekręceniu kluczyka kontrolki się zapalają, gasną, wszystko jak zwykle, z tym, ze po przekręceniu do końca cisza. Nie działają też wycieraczki (spryskiwacz OK). Jako że i stacyjka i wycieraczki i tempomat są obok siebie, to poszedłem tym tropem, zdjąłem osłonę kolumny, pogmerałem kablami, ale wszystko wygląda dobrze. Kostki w porządku, nic nie rozpięte, nie upalone. Przyszedł mi do głowy jeszcze immobiliser, ale na drugim kluczyku też cisza, więc raczej nie to. I teraz pytanie za sto punktów: co mogłem rozpiąć, urwać, zepsuć podczas wymiany filtra kabinowego i gmerania tą wielką wiązką wpiętą w sterownik klimy, że przestał palić (plus zdechły tempomat i wycieraczki) i to nie od razu, tylko po ~30km. Po złożeniu filtra i podczas przejeżdżania tych 30km odpalałem 5 albo 6 razy i nie było żadnych problemów, jechał też normalnie. Bezpieczniki pod maską wszystkie całe (pod kanapę nie zaglądałem), profilaktycznie opukałem wszystkie przekaźniki, pogmerałem kablami od rozrusznika i nadal kiszka.
Niby nie jest na 100% pewne, że wymiana kabinówki ma coś z tym wspólnego, ale znam się z tym autem długo i przez ostatnie 8 lat/200kkm nie zrobił takiego numeru ani razu, więc w zbieg okoliczności niespecjalnie wierzę.
Ktoś? coś?